Victoria Beckham: perfekcyjna aż do bólu (i trzy odcinki nudy w sukience Gucci)

🖤 Posh Spice na wybiegu

Uwaga, spoiler w środku!
Obejrzałam (z sentymentu, z potrzeby, żeby wiedzieć) najnowszą biografię mojej spicetki. Tak, w szkolnych mini playback show zawsze byłam tą nudną – Victorią.
Po tylu latach czuję jednak, że wygrałam. To była ta, która trzymała klasę. I kasę.

Kiedy Netflix wypuścił biografię Beckhama, oglądałam ją jak na fankę przystało. Od dzieciństwa do dziś – cała historia. Tak, kocham Beckhama. Widząc jego uśmiech, od razu robi mi się ciepło w sercu.
Więc gdy pojawił się dokument o Victorii, wiedziałam, że muszę go obejrzeć. Z nadzieją, że będzie też trochę Davida…


David miał, to i Victoria musiała mieć

Kiedy Netflix wypuścił dokument o Beckhamie, oglądałam go jak na fankę przystało – od pierwszego uśmiechu Davida czułam ciepło w serduszku.
Więc kiedy wyszedł serial o Victorii, wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Z nadzieją, że trochę Davida też się tam znajdzie.

Trzy odcinki.
W mojej głowie od razu: „No tak, David wypuścił, to i Victoria chce. Ale że nie ma nic do powiedzenia, to krótko. Film to za krótko, więc serial. Dwa odcinki to nie serial, więc robimy trzy.”


Z biednej robotniczej rodziny… z Royce Roycem w tle

I zaczyna się – biedna nastolatka Victoria, wychowana w robotniczej rodzinie (dla wtajemniczonych: z lekkim błyskiem Rolls-Royce’a w tle). Widzimy kilka zdjęć małej Victorii i jej nastolatkowe życie w  szkole tańca. Tak, Victoria najwyraźniej urodziła się już jako nastolatka. Inaczej nie umie tego sobie wyjaśnić. 
Ojciec kupił dom – pałac – i własnymi rękami go remontował. Cegła po cegle. Taki był biedny, że aż jeździł Rolls-Roycem.

Potem szybki przeskok do castingu do Spice Girls. Epizod w jej życiu – bo przecież kto by ją z jakiegoś zespołu kojarzył?
Dowiadujemy się, że to ona kupiła ich pierwszy dom, bo miała kasę. Małe przycięcie jaj Beckhamowi. 

I may rozpad Spice Girls - znowu epizod.


„Nieszczęśliwa na zakupach”

Victoria opowiada, jak trudno być WAG (Wife and Girlfriend – koszt działalności seksownego sportowca). Jak to była nieszczęśliwa, mimo że miała wszystko. Jak poszukiwała siebie latami.

I w końcu odkryła – chce być projektantką.
Nikt w nią nie wierzył, aż tu nagle pojawia się tajemniczy projektant, który ją prowadzi za rączkę. Bo przecież każdy z nas ma mentora, który z czystej sympatii bierze popgwiazdę pod skrzydełka i uczy wszystkiego o modzie.

Przyznam: jej sukienki mi się podobają. To mój styl.
A właściwie był. Jakieś 15 kg temu. Ale nadal mi się podobają.


Kryzys? Jaki kryzys?

Reszta serialu to pokaz, jak Victoria z pasją projektuje, a firma tonie w długach.
Wszystko sponsoruje David – bo miłość to nie tylko kwiaty, ale i rachunki.
Dowiadujemy się o „wielkim kryzysie”, choć nikt nie wyjaśnia, dlaczego.
Na ratunek przychodzi inwestor, który magicznie wyprowadza firmę z długów.


Pokaz w Paryżu, deszcz i perfekcja

Wielki finał: pokaz w Paryżu. W starym budynku, w którym nigdy nie było pokazu mody.
Problem? Pogoda. Pada.
Deszcz – największa tragedia życia Victorii.

I nagle z powrotem słodkie życie z mężem.
Trochę humoru – musi być. Nawet jeśli wymuszonego.

Dzieci? Gdzieś tam są.
Synowe? Starannie ucięte z kadrów.
Klasa.



Perfekcyjna do granic – i ani grama ciepła

Jeśli liczycie na smaczki (jak u Davida o zdradzie), to nie tutaj.
Tu jest tylko perfekcyjna Victoria.
Perfekcyjna, kontrolująca wszystko, której jedynym zmartwieniem są paparazzi i zaburzenia łaknienia.

O macierzyństwie nie ma słowa.
Po tym dokumencie mam wrażenie, że dzieci kupiła w zestawie z sukienkami Gucci – element wyposażenia życia premium.

Narzeka, że ludzie mówią, że się nie uśmiecha. Ale się nie uśmiecha.
Może dlatego, że zmarszczki? Nie wiem. Bo Victoria też nie tłumaczy.


Podsumowując:

To serial zrobiony pod publiczkę.
David już miał – więc teraz czas na jej wersję.
Perfekcyjny, wyreżyserowany, chłodny.
Bez ciepła, bez życia, za to z dużą ilością perfekcji.


Ocena: 6/10


Dla fanów mody– tak.

Dla fanów Spice Girls - niewiele tego tam było.

Dla tych, którzy liczyli na emocje – nie tym razem (chyba, że emocje wywołuje samo pojawienie się Davida, achhh).

Komentarze